Darmowy​ ​Program​ ​PIT​ ​dostarcza​ ​Instytut​ ​Wsparcia Organizacji​ ​Pozarządowych​ ​w​ ​ramach​ ​projektu​ ​PITax.pl​ ​dla​ ​OPP.

KRS

Polski, mieszanka rosyjsko-angielska, turecki

22.07.2013, EVS (Wolontariat Europejski)

Prosto z Doniecka na Ukrainie kolejna relacja Weroniki Masaj, która za naszym pośrednictwem wyjechała tam na Wolontariat Europejski (EVS).

Prawdziwe życie, czyli uczenie języka polskiego
Rozpoczął się kolejny miesiąc, już po naszych treningach w biurze. Czas na prawdziwe życie, tzn. pracę. I tak, uczę języka polskiego, bardzo śmieszne zajęcia; głównie ze względu na to, że moi studenci zadają mi różne dziwne pytania, a ja, niestety, nie znam na nie odpowiedzi, bo dla mnie wiele rzeczy jest bardzo oczywistych, szczególnie, jeżeli chodzi o mówienie, tworzenie zdań czy też używanie takiego a nie innego słowa. Ale mogę stwierdzić, że język polski nie jest wcale taki prosty jak nam, Polakom, się wydaje.

Więcej niż symboliczny kawałek kiełbasy
Koniec tego miesiąca to czas Paschy, a więc pełna optymizmu przygotowałam zajęcia – ostatnie przed Paschą – na temat tradycji wielkanocnych u nas, w Polsce. I oglądaliśmy fragment filmu Chłopi, w którym jest mowa o Wielkanocy. Jeżeli już jesteśmy przy tym temacie, to mogę powiedzieć, że Wielkanoc tutaj była bardzo śmieszna dla mnie, a w dodatku musiałam wstać bardzo wcześnie rano, bo na szóstą było do kościoła. Tak więc wstałam bardzo wcześnie wraz z moim braciszkiem Dawidem, który przyjechał do mnie na święta jako osobisty listonosz. Na piechotę udaliśmy się do kościoła. Nie było zbyt ciepło, trochę ciemno i długa droga – półgodzinny spacer, bo żaden autobus (marszrutka) nie jechał.
Oczywiście w kościele wszystko zaczęło się od procesji, podczas której dziewczęta odświętnie ubrane sypały kwiaty. Następnie liturgia w języku rosyjskim, z okrzykami w różnych językach „Chrystus zmartwychwstał” i odpowiedzią „Prawdziwie zmartwychwstał”. Po Eucharystii poświęcenie pokarmów. Tak, to bardzo dziwne, u nas przecież, w Polsce pokarmy święcimy w sobotę. Poświęcenie pokarmów wyglądało tak, jakby był lany poniedziałek, a koszyki i ilości produktów były ogromne. Kilogramy kiełbasy – a nie symboliczny kawałek – ogromne babki paschalne itp. Wydawać by się mogło, iż wszyscy przynieśli to, co następnie położą na stole i będą jeść – dosłownie wszystko. A ksiądz Wiktor, tutejszy ksiądz wikariusz z zakonu chrystusowców, lał wodę święconą w wielkiej obfitości. Śniadanie jedliśmy u tego księdza, który był bardzo zmęczony, niewyspany i nic mu się już nie chciało. Na stole brakowało mi tylko moich ulubionych jajek z majonezem. No, ale wszystkiego na święta mieć nie można.

Plebania, jak to na Ukrainie bywa, i obiady u księdza Ryszarda
A propos tutejszego kościoła, odwiedziłam go w tym miesięcy po raz pierwszy. Zawsze jest ten pierwszy raz. Kościół niewielki, nie ma witraży, bardzo skromny; oczywiście jeżeli chodzi o świątynię, bo tradycyjnie, jak to na Ukrainie bywa, plebania znajduje się w tym samym budynku, co kościół, i jest to tak zwane miejsce nad zakrystią. Ale tutaj jest ona bardzo duża – nie jest to tylko jeden pokój, ale są pokoje dla księży, wielka jadalnia, kuchnia, pomieszczenia szkolne do katechezy, biuro polskiej organizacji, pomieszczenia dla młodzieży. W tutejszej parafii są dwie siostry urszulanki, dwóch księży chrystusowców, proboszcz ksiądz Ryszard, który bardzo dba o przyjeżdżających do Doniecka Polaków, zapraszając ich na obiady, i wikariusz ksiądz Wiktor. Wraz z nimi jest również młody kandydat do zakonu Michał, który przyjechał przypatrzeć się pracy w tutejszym miejscu. Jest on jednocześnie miły, śmieszny, bardzo dużo mówi i dla niego Polska to kraj, gdzie każdy jest wierzący, co niedzielę chodzi do kościoła.

Lwowska manufaktura czekolady
Odwiedziłam wspaniałe miejsce – lwowską manufakturę czekolady – bo kto nie lubi czekolady, kiedy wybór jest ogromny: to biała, to mleczna, to czarna, można poprosić na gorąco, na zimno, z mlekiem. Rodzajów jest wiele. Oczywiście sama ot tak sobie nie znalazłam tego miejsca. Poszłam tam wraz z miejscową nauczycielką języka polskiego – Beatą, która uczy tutaj już czwarty rok języka.

Wiersze o miłości, tęsknocie, drodze…
Jedna z organizacji, w której pracuje Irina, nasz PR manager, prowadzi raz na dwa tygodnie spotkanie klubu poetyckiego, gdzie tutejsi młodzi artyści przedstawiają swoje pisane niekiedy do szuflady wiersze. Czasami pełni zapału recytują swoje wiersze to w języku ukraińskim, to w rosyjskim, bywa, że po prostu czytają. Są to poematy o miłości, o drodze, o rodzinnym mieście, tęsknocie, pracy. Czasami rozśmieszają do łez albo wyciskają łzy z oczu. Na początku obawiałam się tam chodzić, bo przecież nie znam języka rosyjskiego, ale dzięki tym spotkaniom zobaczyłam, że jednak bardzo dużo rozumiem. I można poznać wielu ciekawych ludzi. Tutaj poznałam Andrzeja, który jest nauczycielem polskiego w sąsiedniej
miejscowości; który pisze wiersze. I Mariję, która właśnie wróciła z EVS-u, który odbywała w Polsce, w Trójmieście.

Mieszanka rosyjsko-angielska nocą
W tym miesiącu moim postanowieniem było wyjście gdzieś wieczorem, poznanie miasta nocą, nie tylko za dnia. Odwiedziłam dyskoteki, kluby, byłam na różnych koncertach. I tak, byłam w klubie na koncercie Zapaski, a także na wieczorze świętego Patryka. Były tańce, rosyjska wersja piosenek irlandzkich i mnóstwo osób, głównie wolontariusze z różnych organizacji. W sali, podczas przerw było słychać tylko jeden język: mieszankę rosyjsko-angielską.

Zakupy po turecku
Uczę się też. Mamy raz w tygodniu zajęcia z języka tureckiego, którego postanowiłam się nauczyć. Umiem się już przedstawić po turecku, zapytać o podstawowe sprawy i przede wszystkim zrobić zakupy w sklepie, gdzie nie ma samoobsługi. Hurra!

Uważajcie z prądem na Ukrainie
Tak na zakończenie powiem Wam jeszcze, że tutejsza elektryka nie służy nowym polskim komputerom. Mój nowiutki notebook się spalił, a na nim moje śliczne, duże zdjęcia; zostały mi tylko skrawki, to jest okropne. Dlatego też przestrzegam, uważajcie z prądem na Ukrainie.

Wolontariat Europejski (EVS) jest współfinansowany w ramach Programu „Młodzież w działaniu”. Jako Chrześcijańska Służba Charytatywna (ChSCh) mamy status tzw. organizacji wysyłającej – kierujemy młodych ludzi na wolontariat zagraniczny do naszych organizacji partnerskich w Estonii, Gruzji, Hiszpanii i na Ukrainie.

Zgłoś uwagę do strony

Ta strona używa plików Cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Czytaj więcej »
Zamknij