Darmowy​ ​Program​ ​PIT​ ​dostarcza​ ​Instytut​ ​Wsparcia Organizacji​ ​Pozarządowych​ ​w​ ​ramach​ ​projektu​ ​PITax.pl​ ​dla​ ​OPP.

KRS

EVS Ukraina: W kuszetce, marszrutką, trolejbusem...

29.05.2013, EVS (Wolontariat Europejski)

Weronika Masaj, która za naszym pośrednictwem wyjechała na Wolontariat Europejski (EVS) do Doniecka na Ukrainie, opowiada o swoich zagranicznych przeżyciach.

Wspaniała dwunastka
Wolontariat w Doniecku na Ukrainie to dla mnie niesamowite przeżycie. Wraz ze mną jest dwanaście osób – pięciu Turków: Umut, Omercan, Hakan, Ozzi i Cumhur, trzy osoby z Portugalii: Marta, Miguel i Gabriel, dwie osoby z Włoch: Francesca i Manuel, a także Irina z Bułgarii. Tworzymy bardzo śmieszną grupę, która nigdy nie może zebrać się na czas.

Podróż w czasie do okresu wojennego
Moja podróż do Doniecka była bardzo długa. Z domu wyjechałam w czwartek o godzinie 5, a na miejscu byłam dopiero następnego dnia późnym wieczorem. To było dla mnie niezwykłe doświadczenie: ponad 24 godziny jechać pociągiem, który był bardzo ciasny
(przedział w kuszetce, zamykany, dla czterech osób) i w którym przez cały czas było gorąco. Ale dotarłam na miejsce. I przeżyłam szok, kiedy wraz z Natalią (dziewczyną, która odebrała mnie z dworca) weszłam do mieszkania, w którym miałam mieszkać przez najbliższe miesiące. Jak to stwierdziłam: wczesny, zaniedbany okres wojenny. Chociaż może dla mnie nie było aż tak strasznie. Większy szok przeżyły Marta, Francesca i Irina – zapytały: „My mamy tu mieszkać przez najbliższe osiem miesięcy? To niemożliwe!”

Jest mobilnie!
Podczas tego miesiąca w biurze naszej organizacji goszczącej o nazwie „Alliance” mieliśmy zajęcia prowadzone w języku angielskim: zapoznawanie się z tutejszą kulturą, zwiedzanie miasta itp. Wyobraźcie sobie, jest tutaj pomnik Lenina, główne miejsce spotkań. Bardzo wiele budynków, placów budowy. I jest tu bardzo drogo. Śmiem nawet twierdzić, że w Polsce jest taniej. Jeżeli chodzi o transport, to oczywiście jeżdżą tu marszrutki – mój ulubiony ukraiński transport. Są to maleńkie busiki, w których ile tylko osób się zmieści, tyle jedzie. Czasami można zauważyć napis: „W razie wypadku liczba poszkodowanych ma się zgadzać z liczbą osób, które można przewozić.” Dość śmieszne, ale prawdziwe, bo tutaj nikt nie sprawdza, ile osób jedzie i czy nikogo nie podusili. Ale jeżdżą tu także trolejbusy i autobusy; są zarówno nowe, jak i stare – te ostatnie zaś wyglądają przezabawnie. Ale to sami powinniście zobaczyć. Oczywiście większość kierowców to kobiety, a w każdym takim pojeździe jest konduktor, u którego trzeba zakupić bilet.

I zostałam wyjątkiem
Wyobraźcie sobie, będę pracować z polską organizacją!!! Była to bardzo dobra wiadomość. Miałam także spotkanie z prezesem Związku Polaków Doniecka – Anatolem Terleckim. Bardzo miły człowiek. Będzie mi się z nim dobrze pracowało. A co będę robić? Uczyć języka polskiego... Naprawdę niesamowite to dla mnie, a jednocześnie jestem przerażona: uczyć języka, którym posługuję się na co dzień i wiele rzeczy w nim jest dla mnie oczywistych.

A co ciekawego poza tym? Uczęszczam do klubu ukraińskiej mowy, gdzie prowadzimy dyskusje na jakiś konkretny temat. Na początku było to dla mnie dość trudne. No niby
uczyłam się języka ukraińskiego przez trzy miesiące, ale wielu rzeczy nie pamiętałam na początku. Poza tym bardzo podoba mi się reakcja tutejszej społeczności, kiedy zaczynam rozmawiać w języku ukraińskim i mówię, że jestem z Polski. Wszyscy z niedowierzaniem patrzą na mnie i pytają: „Jak to możliwe? Przecież jesteś z Polski, a wszyscy Polacy mówią po rosyjsku.” I zostałam wyjątkiem. Szczególne zdziwienie wzbudziłam, gdy byliśmy na spotkaniu z szefem Departamentu Spraw Publicznych, Narodowości i Religii Obwodowej Administracji Doniecka, a ja przedstawiłam się i po ukraińsku opowiedziałam o swoim projekcie – o tym, co będę robić na moim EVS-ie: o promocji polskiej kultury i tradycji, o nauczaniu języka polskiego.

Integracja w „Izolacji”
W tym miesiącu byliśmy także w organizacji, która nazywa się „Izolacja”. To takie miejsce, gdzie wcześniej była fabryka, a teraz przekształcono ją – można powiedzieć – w centrum kultury i sztuki współczesnej.

Ciekawym doświadczeniem dla mnie było pójście do tutejszego lekarza. Oczywiście zachorowałam – zdarza się. Lekarz był bardzo miły, życzliwy, ale przepisane przez niego leki niestety nie pomogły. To dzięki innym osobom udało mi się dojść do siebie. I tak minął mi już miesiąc na Ukrainie.

Zgłoś uwagę do strony

Ta strona używa plików Cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Czytaj więcej »
Zamknij